poniedziałek, 2 maja 2011

Moje różne różności: Konsternacja...

Moje różne różności: Konsternacja...

Tak mi się skojarzyło z wychowaniem mojej córki. Starsza jest troszkę, ale podejście mam podobne. Zawsze tak było, choc jak każda matka miałam czasem ochotę dziecko udusić. Agata od przedszkola wychowywana była w maksymalnej samodzielności, oczywiście zdroworozsądkowej. Może dlatego, że byliśmy harcerzami i wszelkie wolne dni i wakacje były rajdowo obozowe. Samodzielna była do tego stopnia, że jak poszła do I klasy to po uroczystości ogólnej ja poszłam do pracy (50 m od szkoły) a ona została. Po 15 minutach przybiegła z kartką - Mamusiu, tu mi podpisz, zapisałam się do świetlicy i na obiady w szkole".
Ale chciałam napisać jeszcze, skąd zrozumienie i porozumienie. W pewnym momencie, gdy dziecko trochę szalało odkrywając dorosłość, na która moim zdaniem było za wcześnie, doszłam do wniosku, że mogę tylko mieć nadzieję, że dobrze ją wychowałam, bo teraz to na wychowywanie jest za późno. Powiedziałam tylko jasno i wyraźnie - Jeśli chcesz być traktowana jak dorosła to musisz tak się zachowywać, łącznie z odpowiedzialnością za swoje zachowanie, nie ma chowania sie za mamusiną spódnicą. Na szczęście nie zawiodłam się. Trzeba akceptować dziecko takie jakie jest, mając nadzieję, że czegoś je nauczyliśmy nie kazaniami, zakazami itp, ale swoim życiem i zachowaniem. Jak mogę wymagać od córki, żeby miała porządek w pokoju, skoro ja sama jestem niepoprawną bałaganiarą? To taki przykład. Ciesze się jednak, że po ojcu odziedziczyła również siłę przebicia, potrafi załatwić wszystko i wszędzie. Ja zawsze starałam się nie wyłazić przed szereg, ona zawsze wylezie i nawet sama poprowadzi ten tłum za sobą.

Ata Twoje wychowanie córki, porozumienie i relacje to sukces dany mądrym rodzicom.
Oby wielu było takich. Córkę masz fantastyczną i mądrą, życzę jej szczęścia w życiu.

2 komentarze:

Ata pisze...

Irenko... Czytam Twojego posta po raz kolejny i zastanawiam się, co ja mam właściwie napisać...
Przede wszystkim - bardzo Ci dziękuję! Z całego serca!! To jest szalenie miłe i budujące, co napisałaś.
Nie jestem geniuszem od pedagogicznego podejścia do dzieci. Popełniam błędy. Jak każdy. Nie mam patentu na nieomylność i na wszechwiedzę.
Aś jako dziecko była zupełnie inna, niż Twoja Agata. Była krótko mówiąc - PIERDOŁĄ!! Popychlem i dzieckiem do bicia (przez równolatków). Ręce mi opadały jak na nią patrzyłam i porównywałam ze sobą (porównania są nieuniknione!)
Na szczęscie się otrząsnęła i teraz jest jakby inna ;-)
Nie było sielanki! O nie! Czasem miałam ochotę podgryźć gardło własnemu dziecku!!
Aniołek, motylek pełen wdzięku - na tym bazowała...
Miałam nadzieję, że jest tak jak Ty napisałaś: Trzeba akceptować dziecko takie jakie jest, mając nadzieję, że czegoś je nauczyliśmy nie kazaniami, zakazami itp, ale swoim życiem i zachowaniem
Kubeł zimnej głowy chlupnął jej na łepetynę w 2007 roku...
I wtedy, zjednoczone nieszczęściami, tragedią i nieuchronnością pewnej mojej decyzji (miało być dobrze, wyszło wręcz przeciwnie) - Aś pokazała, że jednak to, co przez lata kładłam w głowę JEST! Nie wyparowało! W ciągu kilku dosłownie miesięcy z miotanej burzą hormonów nastolatki przemieniła się w myślącą istotę. ZROZUMIAŁA , że mama faktycznie jest nie taka zła, jak wypadało sądzić ;-)
I przestała udawać inna osobę
Nie wiem jak mi pójdzie z Anią. To zupełnie inny typ człowieka. Niby ci sami rodzice, a dzieci jakby z kosmosu!
Irenko - dziękuję Ci za ten wpis! Nie wiem, jak mam Ci podziękować!
Machnęłam taki komentarz, że normalnie pół postu wyszło :-D

irenka pisze...

Ata, cieszę się, że napisałaś. Wiesz, kiedyś wspominałyśmy z córką czas, kiedy szalała, usiłowała być dorosła, a ja uważałam, że jest jeszcze za wcześnie.
I ona powiedziała "Mamo, ty nie masz pojęcia, jak ja cie wtedy nienawidziłam. I jaka jestem ci teraz wdzięczna"
I myślę, że o to w tym całym wychowaniu chodzi.
Cieszmy się, że mamy mądre i dorosłe dzieci. I nie chodzi tu o metrykę.
Mam dziwne wrażenie, że nasze córki nadają na tej samej fali :).