sobota, 16 lipca 2011

Maraton Poznański

Wczoraj pojechaliśmy do Poznania. Bagatelka, 250 km w jedną stronę. Okazało się, że właściwie niepotrzebnie, bo osoba, z którą miała Agata rozmawiać była nieobecna, a osoba ją zastępująca nie wiedziała, o co chodzi. Można to było załatwić telefonicznie, albo z byle kim we Wrocławiu. No, ale przynajmniej mieliśmy wycieczkę.


Przecudne kamieniczki na Rynku


Aga z Tomaszem


Makieta rynku, dostosowana dla niewidomych

Mój kochany mężuś nigdy nie zrobi normalnej miny do zdjęcia, chyba by umarł :)

Studnia


No i słynne koziołki, na które czekaliśmy 1,5 godziny

Ogólnie rynek poznański jest prześliczny,zadbane kamieniczki, posągi, ale nie ma klimatu. Nie ma śpiewających czy wystawiających swoje prace artystów, jakoś nie było rzeczy, która zachęciłaby nas do dłuższego pozostania na Rynku. Nawet zjeść nie bardzo było co, same restauracje z cenami restauracyjnymi, nie dla biednych turystów.  Zdecydowanie wolę wrocławski rynek.

Brak komentarzy: