wtorek, 5 lipca 2011

Moja krew

Zacznijmy od tego, że Agata mieszka we Wrocławiu w wynajętym mieszkaniu, które jest mówiąc delikatnie lekko zaniedbane i urządzone kompletnie niepraktycznie. Łazienka 1,2x1,20 nie daje miejsca do popisu. Problem polega na tym, ze ściany są tylko pomalowane farbą wodoodporną, co oznacza, że biorąc prysznic ryzykują, ze odpadnie im pół tynku ze ściany. Kuchnia o całkowitej powierzchni podłogi 3,5 m2 pokryta jest wykładzina pamiętającą czasy Gierka :). Ale jest tanio i lokalizacja super. Zdecydowali więc, ze będą tam mieszkać. Pani pozwoliła troszkę odremontować (pod warunkiem ,że nie ona będzie płacić). I kupić nową lodówkę, bo tamta nie mrozi, a czasem grzeje :).
Materiały do remontu właściwie mamy w domu, trzeba tylko dokupić panele.
Wczoraj byliśmy we Wrocławiu, więc pojechaliśmy z Młodymi po lodówkę. Upatrzona w promocji. Po 16 przebijaliśmy się od Rynku do Factory. Tylko po to, by bardzo nieuprzejmy pan poinformował nas, że oni tej lodówki nie mają. Całej scenki opisywać nie będę, pozostaje tylko panu cieszyć się, że Agata nie była akurat jako tajemniczy klient, bo pewnie by premii nie dostał przez najbliższe pół roku. No to zadzwoniliśmy do drugiego sklepu tej sieci, czy jest i zarezerwowaliśmy. I znów upojna jazda przez pół Wrocławia.
Po kupieniu sprzętu moje dziecko stwierdziło, że "pojedziemy kupić panele i się dzisiaj położy, żeby jak jutro przywiozą lodówkę od razy wstawić ją na nową podłogę, bo ustawienie jest w cenie dowózki, a bez tego nie dowożą".
Była 19 godzina. Mówię więc, że to raczej za późno i palnęłam coś o zwariowanym dziecku. Na to moja latorośl, z kamienną twarzą, stwierdziła, że to dlatego, że jest z naszej rodziny, znaczy po rodzicach to ma.
Na szczęście rozsądek zwyciężył. I to ,że sprzęt pomocniczy w Ząbkowicach został :).

1 komentarz:

lilka pisze...

Energiczna ta Twoja córcia aż miło :-)))