poniedziałek, 5 września 2011

Czasem człowek musi ...

Nana niestety nie znalazła domu. Nie dziwię się, trzeba włożyć dużo kasy i poświęcenia, by doprowadzić ją do psiego stanu. Na razie nie przypomina bernardyna.

Papugi były tylko w jednym miejscu




Ten psiak urzędował przy stoisku chyba dogoterapii

Ten kiciuś szuka domu

Pokaz strzyżenia
Inaczej się udusi... albo trafi go apopleksja :)
Po kompletnie nieudanym tygodniu, kiedy wydaje się, że już będzie tylko lepiej dzisiaj okazało się, że bolący ząb musi być leczony kanałowo. A tego już państwowo nie robią. Jednak sztuczna szczęka kosztuje więcej, więc się zdecydowałam. Byłam dzisiaj i wreszcie ten cholerny ząb mnie nie boli.
Ale wróćmy do zeszłego tygodnia - nie dostałam oczekiwanej pracy, co mnie lekko zaskoczyło, ale może nie mam racji i lepiej stawiać na młodych?
Z racji rozmowy o pracę nie poszłam na umówioną wizytę do dentysty, umówiłam się na kolejną dopiero 7 września, w międzyczasie ząbek rozorany pod plombę zaczął mnie boleć, dwa dni wyłączone z życiorysu. W sobotę dentosept do płukania, maść do smarowania i o dziwo w niedzielę mogłam nawet jeść :).
W tygodniu ciśnienie oszalało, nie wiem, może upał mu zaszkodził. Krwotok z nosa jeden, potem drugi, przy trzecim rodzina pogoniła mnie do lekarza, przepisał tabletki nowe i jakoś się uspokoiło.
Tak więc, doprowadziwszy się fizycznie do stanu używalności , pojechałam sobie do Wrocka na Festiwal Psa i Kota. W sumie niewiele zobaczyłyśmy (oczywiście wzięłam ze sobą Agatę), hala namiotowa, gdzie były koty, świnki i fretki była za mała, bez klimatyzacji. Upał, przejść się nie dało, biedne zwierzaki spały w klatkach, a raczej walczyły o życie. Jedna właścicielka chłodziła fretkę pod wentylatorem. Ja też ledwo przeżyłam ten ścisk i czym prędzej poszłyśmy sobie na inne hale. Agata wygrała w konkursie dwa opakowania nowego, celulozowego żwirku dla kota i wycyganiła od jednej firmy karmę dla psa, małą kiełbaskę, ale na jeden obiad psu wystarczy :). Na szczęście żwirek był lekki, bo nie wiem jakbyśmy 10 kilo zatachały, byłyśmy bez auta.
Poużalałam się nad psiakami i kotami poszukującymi domu, ale nie przygarnęłam żadnego - Mirek chybaby mnie z chaty wywalił :).
Tak się dobrze bawiłyśmy, że dziecko zapomniało, że ma swojego chłopa po pracy odebrać:). Mój za to ulitował się i, cobym z tym majdanem autobusem nie wracała, przyjechał po mnie.
Tak więc, rozerwałam się trochę i chwilowo humor mi się poprawił, zwłaszcza, jak po pracy musiałam w deszczu, mokra prawie do pasa lecieć dookoła, przez tory, bo przejście pod wiaduktem było, jak zwykle zalane.  Fajny grad padał :)
Kotki

Pieski szukają domu
Zapomniałam jeszcze pochwalić cię biedroną.



1 komentarz:

Ata pisze...

No to faktycznie "trochę" mało miły tydzień miałaś!
Chyba sporo samozaparcia wymagało od Ciebie NIE przygarnięcie żadnej kociej czy psiej bidy?