środa, 23 listopada 2011

Świąteczne wspominki

Do napisania tego posta sprowokowała mnie Ori swoim candy. Foremki piernikowe wspaniałe, takich kształtów nie mam, więc się skuszę dołączyć do tysięcy zainteresowanych.
 http://www.skladrzeczy.pl/

Ori zażyczyła sobie opowieści świątecznej, a mi zaczęły po głowie latać różne wspomnienia.

     Kiedy byłam mała, Wigilie odbywały się u Babci. Dziadek też tam był, ale Babcia była najważniejszą osobą w rodzinie. Zbierało się nas ponad 20 osób, było ciasno, ale radośnie, nawet kolędy śpiewaliśmy. Nawet dzieci nie dostawały żadnych prezentów. Dziś już nie wiem, cz Mama z Ciotkami pomagały przygotowywać kolację, ale było pysznie, zapachy świątecznego ciasta, tony pierogów... Potem wracaliśmy do domu "przez miasto", Tato ciągnął mnie na sankach, i liczyliśmy choinki w oknach. W domu, na choince Tato ukrywał koperty z lewą kasą dla nas, nie były to duże sumy, ale ile radości sprawiały.
W domu pamiętam zapach pasty do podłogi, pamiętam ile zabawy mieliśmy z Tatem przy froterowaniu linoleum, by się pięknie błyszczało. Mieliśmy froterkę - ciężki kawał chyba żelaza na kiju, ja siadałam na tym i Tato woził mnie po całym domu. Na szczęście siostra, starsza ode mnie o 6 lat nie chciała w tym uczestniczyć :).
   Kiedy miałam 15 lat babcia zmarła i Wigilie przeniosły się do nas. W międzyczasie jedna siostra Mamy wyjechała do Wrocławia i odpadło od stołu 6 osób. Wigilie nie miały już tego klimatu.
Było za to czasami śmiesznie. Jednego roku, tuż przed przyjściem gości Tato, wykapany, w odświętnym ubraniu poszedł wyrzucić popiół z pieca. A trzeba Wam wiedzieć, że mieszkam na 1 pietrze starej kamienicy, schody mamy drewniane i lekko zakręcone. Te schody przed każdymi świętami były pastowane i robiliśmy zakłady, kto zleci :). Tego roku padło na Tatę z popiołem. Pośliznął się na 1 stopniu, zatrzymał pod drzwiami sąsiadów. Sąsiadka wyleciała, my stanęłyśmy na górze i ... zaczęłyśmy się śmiać, bowiem Tato wiadra podniósł nad głowę, zamiast je wypuścić. Kolacja trochę się opóźniła, a Tato przez dwa tygodnie leczył potłuczone kości.
   Teraz jest inaczej, ale o tym następnym razem.

Brak komentarzy: