wtorek, 10 kwietnia 2012

Karygodnie

Po prostu karygodnie zaniedbałam blog. Mało robótek robię, a moje myśli zajmuje ślub Agaty. Niby roboty nie mam, bo uznałam, że dzieci są dorosłe i potrafią sobie same wesele zorganizować, ale denerwuje mnie myśl, że moja córeczka nie będzie już moją małą córeczką. Nie wiem, czy piszę zrozumiale... to chyba spóźnione objawy syndromu opuszczonego gniazda. Nie wtrącam się, tylko mogę coś poradzić, jak się mnie spytają o zdanie. Pomagam tam, gdzie potrzebują mojej pomocy.
Nie złożyłam nawet życzeń świątecznych, zajęta sobą. Więc spóźnione, ale prosto z serca życzenia już nie na święta, ale na czas poświąteczny - niech Wam się spełni, niech będzie radośnie i spokojnie... i czego tylko sobie zapragniecie :).
U nas święta trochę rodzinnie, trochę robótkowo. Na śniadaniu było nas 11 osób, nawet siostra Mamy z mężem przyszli, choć na co dzień utrzymujemy raczej luźne kontakty. Tomek Agaty niestety siedział sam we Wrocławiu, bo pracował.
I jeszcze kilka fotek.
Prezenty od koleżanki fejsbukowej

Agata maluje jajka

Zuzia pilnuje jajek

Pomalowanych też pilnuje

dekoracja


Stado kurczaków, nie mojej roboty :)



Dodaj napis



3 komentarze:

kachazet pisze...

Kot mnie rozbraja! Zwłaszcza jako ozdoba wielkanocnego stołu :)

Aneladgam pisze...

Zuzia rządzi :D

Joliko pisze...

"produkcja" cudna bajkowa i kolorowa ale ale jaką mięciutką i mrucząca dobranocki miałaś Święconkę :))))