piątek, 15 czerwca 2012

ekspresowe szalenstwo

Wczoraj o 10,30 miałyśmy imprezkę w pracy - 65 lecie biblioteki.
Wstałam rano, kąpiel, śniadanko... popatrzyłam za okno - szaro, buro i generalnie zimno. Ja do szafy - letnie ubranko miałam przygotowane, ale zamarzłabym na kość. Muszę się przyznać, że na codzień nie należę do osób ubierających się elegancko. Przyzwoicie owszem, raczej na sportowo... A tu kurcze, w swetrze nie wypada, żakietu wyjściowego nie posiadam... No koniec kropka se myślę, zamarznę i tyle.Na szczęście mam dziecko, mądre i kochane i mające jeszcze kasę na koncie. Kazała mi się zbierać, pojechałyśmy do sklepu - sklep od 9,30...Ledwie pani sklep otworzyła, już czekałyśmy pod drzwiami. Upatrzyłam sobie wdzianko tunikę, bo żakietów nie było takich jak ja chciałam :) Przymierzam, trochę wydziwiam, bo cena... Pani mówi, że w sobotę będzie miała nowe... a ja jej na to, że ja potrzebuję za 15 minut... konsternacja na twarzy pani warta całej zabawy. Jeszcze bieg do bankomatu, zapłaciłyśmy.Do domu, przebrałam się, na makijaż czasu brakło :) ale byłam na czas, elegancko ubrana :)

2 komentarze:

Kankanka pisze...

No a fota???
Takie dzieci to skarby!

Aneladgam pisze...

No kto dałby radę jak nie Ty :)))