piątek, 8 czerwca 2012

Koko, Euro spoko

Piłka nożna atakuje nas z każdej strony. Jeszcze chwila i po otwarciu lodówki zamiast szynki będę miała piłki. Serek z Euro, wszędzie Euro. Zaczynam mieć powoli dość. O ile wyniki meczów są mi zupełnie obojętne to obserwuję mistrzostwa z pozycji mieszkańca naszego kraju. Wyremontowano ósemkę do Wrocławia. Poszerzyć się nie dało, ale nowa nawierzchnia pozwala wierzyć, że nie stracimy zębów jadąc autem. To z punktu widzenia prowincjusza. U nas tak wiele nie widać, tylko setki aut z flagami na szybach. We Wrocławiu więcej, Agata wczoraj była na otwarciu strefy kibica.
Polacy są mistrzami improwizacji i działania w ostatniej chwili i to pozwala mi wierzyć, że mimo wszystko nie dojdzie do międzynarodowej kompromitacji.
Aga zatrudniła się do pracy na Euro. Kursy i licencje kelnerskie do obsługi VIPów to juz ponad rok temu za grubą kasę zrobiła. Na początku maja pani z firmy zadzowniła, czy zainteresowana jest. No była... podpisała umowę za minimalną płacę na trzy dni meczowe. Zasadniczym punktem było, że jak się nie stawi do pracy to 600 zł kary.  Po podpisaniu została poinformowana, że baletki obowiazujące do tej pory to za mało eleganckie, trzeba kupić czarne czółenka na 3-4 cm obcasie. Potem pozwolili na wyższe, bo problem z kupnem dziewczyny miały. Koszule i spódnice zapewnia UEFA. Któregoś dnia pod koniec maja przyszedł sms, że szkolenie o 18. Poszła, okazało się, że szkolenie ma trwać 4 godziny, oczywiście niepłatne. Termin spotkania ustalono na początku maja, tylko ktoś zapomniał pracowników zawiadomić. Aga poszła sobie, bo była po 8 godzinach pracy, bez obiadu...
Kilka dni później okazało się, że jednak bez szkolenia sie obejdzie. Potem kazali po identyfikator pojechac na stadion - pół dnia straconego, bo trzeba przeciez przejechac cały Wrocław. Potem okazało się, że podczas przygotowywania restauracji do imprezy obowiązuja niebieskie dżinsy, biała koszulka i adidasy firmy adidas lub bez widocznej nazwy firmy... Aga ma najki :). Powiedziała, że taśmą klejącą zaklei, bo koszulkę kupiła, ale adidasów nie ma zamiaru :) w środę zadzwoniła do firmy, kiedy te koszule i spódnice maja być, bo przeciez trzeba przymierzyć... pani powiedziała, że nie wie, bo ... że hotel zmiejszył zamówienie, że chyba bedzie musiała kogos skreślić... że nie wie, kto, gdzie kiedy...
Aga się wściekła, powiedziała, żeby pani w takim razie ja wykreśliła... dziecko moje nie znosi braku organizacji i woli dokładnie wszystko wiedzieć. Dzisiaj pani zadzwoniła o 11, czy Aga może o 13,30 przyjść do pracy - do 2 w nocy... tyle mi dziecko przekazało, o ciuchy firmowe już nie pytałam :)
NIECH ŻYJE POLSKA IMPROWIZACJA :)

2 komentarze:

majowa babcia pisze...

no i super cala Polska .ale nie dziw sie u nas w Angli jes podobnie .z tym ze maja zamowione ciuhy ale rozmiary tylko duzy lub maly hehe .

Kankanka pisze...

Fajnie jest!
To dziewczyna by spokojniej zarobiła na kasie w markecie w dyżury jakieś, dużo jednak jaśniej.