poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Nowe życie po 50

Czas leci nieubłaganie, blog chyba umiera śmiercią naturalną.
Bąbel ma już 15 miesięcy, jest najsłodszym maluchem, jakiego znam. Odkąd opanował chodzenie, babcia czyli ja trenuje bieganie i refleks. Szkoda tylko, ze choruje, ale wiadomo, to są skutki żłobka, musi swoje odchorować.
Nowy rok zaczęłam od wielkich zmian. Mój mąż po prawie 27 latach po ślubie doszedł do wniosku, że nie chce ze mną być. Nie upierałam się, nie walczyłam, zrezygnowałam. Nie jest łatwo, ale daję radę, co zdaje się trochę dziwi mojego byłego.
No i skończyłam 50 lat. Czuję się staro, choć to akurat nie ma nic wspólnego z wiekiem.
Ponieważ były święta, nie szykowałam się na imprezę, ale rodzinka zrobiła mi niespodziankę podczas śniadania - był tort, kwiatki i prezenty. Wzruszyłam się i rozbeczałam jak głupia.
Robótkowo jestem w plecy okropnie. Troszkę jajek podekupażowałam przed świętami, szycie odpadło, bo zośka odmówiła współpracy. Wróciłam do koralików, przypominam sobie różne techniki.
Teraz przekrojowo kilka rzeczy, które zrobiłam

























Brak komentarzy: