czwartek, 18 lutego 2016

ocalić od zapomnienia

Mój blog umarł, w sensie robótkowym umarł. Łatwiej jest wrzucić czasem coś na facebooka, niż dorabiać historię do jednej czy dwóch prac na blogu. Zresztą ostatnio przezywam okres zniechęcenia totalnego. Zaczynam coś robić, nie wychodzi mi, odkładam... a jak wyjdzie to mi się nie podoba efekt... do kitu. Widać, problemy codziennego dnia odbierają wenę i chęci.
Pod wpływem grupy facebookowej zaczęłam przeglądać stare zdjęcia i uświadomiłam sobie, że tak wiele rzeczy umyka, niektórych nie jestem w stanie odtworzyć. Stąd pomysł, żeby na tym blogu coś po sobie zostawić, szumnie nazwijmy to moją historią. Nie obejdzie się bez odsyłaczy i wątków obocznych, ale mam nadzieję, że ktoś tu czasem zajrzy.

No więc, zaczynamy.

Urodziłam się, nie da się ukryć dość dawno. Moje pierwsze wspomnienie to pokój z wielkim tapczanem pod oknem, obok tapczanu duża trzydrzwiowa szafa. Wtedy mieszkaliśmy na Głowackiego, więc byłam całkiem mała. I jeszcze łąki za domem, tam, gdzie teraz są bloki na Strzelińskiej. Nie wiem, z kim tam chodziłam, bo nie sądzę, żeby 6 lat starsza siostra ciągała ze sobą czterolatkę.
I przeprowadzka... pamiętam, że siostra przyszła po mnie do Babci i szłyśmy już na nowe mieszkanie, a ja strasznie płakałam, bo chciałam do starego. Miałam 5 lat. Poza mną nikt tego nie pamięta :).
z Tatem


Potem poszłam do przedszkola, we wspomnieniach widzę Panią Gienię i Panią Hanię. Z kolegów pamiętam jednego, który posiadał umiejętność chodzenia na rękach, strasznie mu tego zazdrościłam


I wreszcie poszłam do szkoły...
ale o tym następnym razem.

Brak komentarzy: