wtorek, 24 maja 2011

Dzień Matki

W niedzielę byłam u Agaty we Wrocławiu. Dziecko kupiło mi prezent na Dzień Matki. Kocham ją, bo zawsze wie, czego mi trzeba :)

Mam taki duży kawałek ściany nad piecykiem. Marzył mi się tam taki właśnie, albo w tym stylu obraz. Ma 140 szer, i 1 m wysokości. Pasuje tam idealnie. Może niekoniecznie pasuje do reszty wystroju pokoju, bo jest bardzo nowoczesny, a pokój raczej tradycyjny, ale nic mnie to nie obchodzi. Na kominku ustawiłam szklane wazoniki zamiast kotów i uważam, że tak może być. A jak się komuś nie podoba, to jest jego sprawa :).
Na zdjęciach nie ma jeszcze wazoników :).
Jeszcze chciałam pochwalić się, że nadrabiam braki bycia dobrą gospodynią i piekę chleb. Fotek niestety nie ma, bo chlebek zeżarty. Wprawdzie mąż takiego chlebka nie jada, ale ja jadam i Mama i jest pyszny. Koleżanka w pracy orzekła, że lepszy niż sklepowy :).
Przepisu nie podam, bo do takiego pieczenia potrzebny jest zaczyn, który trzeba skombinować sobie od osoby, która już piekła wcześniej :), chyba, że ktoś przyjedzie do Ząbkowic, wtedy dostanie zaczyn i przepis .
Aha, jeszcze jedno - wreszcie wolny czas - Agata jutro daje pracę do oprawy, a pojutrze oddaje do dziekanatu. Jeszcze tylko obrona i finito, na razie :).
No i smutna wiadomość - Lola nie wróciła.

sobota, 21 maja 2011

Coś się ruszyło

Zastanawiam się, czy coś dokleić na dolnej częśći

Pudełko po butach, oklejone patyczkami z papierowej  wikliny, pomalowane i oklejone decoupage, w trakcie lakierowania

Żółwik Zygmunt
Powoli przyzwyczajam się do myśli, że znów mam tylko jednego kota :(. O wzięciu nowego nie ma mowy.

czwartek, 19 maja 2011

Smutno mi

Znowu zginęła Lolka. Nie ma jej drugi tydzień. Przedtem, jak miała okresy włóczęgi to pokazywała sie w okolicach domu, jakby chciała powiedzieć, że nic jej  nie jest, tylko nie ma czasu. Teraz nic. Nie przychodzi na wołanie, nie pokazuje się w okolicach. Jej koci przyjaciele czasem się objawiają, ale nie ona. Boje się, że ktoś jej krzywde zrobił...

Smutno mi

piątek, 13 maja 2011

Na rzut oka i przy okazji

Kiedyś juz pisałam, że gospodyni ze mnie kiepska. No, powiedzmy, że rodzina stołować się w restauracji nie musi, ale ciasto kupujemy w cukierni :). Ostatnio piekłam murzynka. Piekę go od lat wg tego samego przepisu i zawsze wychodził super. Aż do zeszłego tygodnia. Takiego zakalca w życiu nie widziałam :).
Ale już wyjaśniam skąd tytuł. Otóż przyłapałam się na tym, że sprzątam chałupę na rzut oka i przy okazji. Jakim cudem nie zarośliśmy brudem to nie wiem.
Polega to na tym, że np idę zrobić kolacje. Rzucam okiem na lodówkę i dostrzegam brudne drzwiczki. No to biorę psikacz, ścierkę i pucuje do błysku. Przy okazji przelecę zmywarkę, gazówkę i wszystkie blaty. Kolacja później o 15 minut, ale kuchnia błyszczy.
Idę rano do łazienki wziąć prysznic. Rzucam okiem i widzę kabinę w kropki z wody. Biorę psikacz, gąbkę i myję całą kabinę, przy okazji przelecę kabinę z zewnątrz, lustro i parę innych drobiazgów. Śniadanie jem w biegu, żeby nie spóźnić się do pracy.
I tak jest na każdym kroku.
Wydaje mi się, że "normalna"pani domu to sprząta kompleksowo, np w sobotę łazienkę, a w poniedziałek kuchnie. Albo jakoś tak :). A ja dzisiaj miałam wyprasować jedna bluzę mężowską, wyprasowałam stos letnich koszulek i przy okazji posprzątałam w szafie.
I na koniec fotka mojej Zuzi.
Lubie patrzeć na wszystkich z góry.

Moje mieszkanie ma 3 metry wysokości, wyższego miejsca nie ma.

A jednak nie koniec.
Myślę, że koleżanki nie będą miały mi za złe, jeśli zareklamuje i zaproszę na spotkanie .
Spotkanie wiosenne

wtorek, 10 maja 2011

Czas leci.

Ostatnio wszystkie robótki leżą odłogiem, bo moje dziecko pisze pracę licencjacką. Termin oddania za dwa tygodnie, a praca jakby w lesie. NIE, nie, żeby przypadkiem ktoś nie pomyślał, że ja jej tę pracę piszę, o nie. Tyle, że ona jest ścisłowiec a ja humanistka. Ona pisze, przesyła mi, ja sprawdzam i poprawiam, żeby po polsku było napisane. Odsyłam, ona poprawia itd. Teraz z kolei analizujemy dane. Kiedyś dorabiałam pisząc prace kontrolne i licencjackie ze statystyki. Analizy danych mam więc w małym paluszku. Więc ona zbiera dane, wstawia do tabelki, przysyła mi, ja poprawiam, odsyłam, mówię jak zrobić wykresy. Ona robi, przesyła, ja pisze analizę słowną. odsyłam. W ten sposób zostało nam jeszcze tylko kawałek o kredytach mieszkaniowych :).W poniedziałek do promotora po ostatnie uwagi i wreszcie się tego pozbędziemy :). Czerwiec przeznaczam wyłącznie na robótki, bo mnie strasznie paluszki swędzą. Teraz kilka fotek z ostatnich tygodni.
Z cyklu "Lola śpi"

Lola pomaga, czyli śpi przed monitorem.

Zamiana, teraz Zuzia pomaga.

Z cyklu "Lola śpi"

Wreszcie Pan poszedł, można spokojnie rozłożyć sie na jego łóżku vel. psim legowisku

Szoguś pomaga w kuchni. Pani gapa rozsypała cukier puder, trzeba posprzątać :). Dużo tego cukru było :)

Z cyklu "Zuzia śpi", a pani mogłaby kupić sobie większą kosmetyczkę na te niteczki, bo się kicia nie mieści.

Kotki trzy :)

Szoguś delikatnie pokazuje Panu, że ten śpi na szogusiowej podusi.

"Kilka tysięcy gitar nam gra..." To już fotki z próby bicia gitarowego rekordu. Niestety, żadne z nas nie gra.

Efekt niesamowity.

Wspaniałe wrażenia.
I to by było na tyle, wracam do kredytów. 

poniedziałek, 2 maja 2011

Moje różne różności: Konsternacja...

Moje różne różności: Konsternacja...

Tak mi się skojarzyło z wychowaniem mojej córki. Starsza jest troszkę, ale podejście mam podobne. Zawsze tak było, choc jak każda matka miałam czasem ochotę dziecko udusić. Agata od przedszkola wychowywana była w maksymalnej samodzielności, oczywiście zdroworozsądkowej. Może dlatego, że byliśmy harcerzami i wszelkie wolne dni i wakacje były rajdowo obozowe. Samodzielna była do tego stopnia, że jak poszła do I klasy to po uroczystości ogólnej ja poszłam do pracy (50 m od szkoły) a ona została. Po 15 minutach przybiegła z kartką - Mamusiu, tu mi podpisz, zapisałam się do świetlicy i na obiady w szkole".
Ale chciałam napisać jeszcze, skąd zrozumienie i porozumienie. W pewnym momencie, gdy dziecko trochę szalało odkrywając dorosłość, na która moim zdaniem było za wcześnie, doszłam do wniosku, że mogę tylko mieć nadzieję, że dobrze ją wychowałam, bo teraz to na wychowywanie jest za późno. Powiedziałam tylko jasno i wyraźnie - Jeśli chcesz być traktowana jak dorosła to musisz tak się zachowywać, łącznie z odpowiedzialnością za swoje zachowanie, nie ma chowania sie za mamusiną spódnicą. Na szczęście nie zawiodłam się. Trzeba akceptować dziecko takie jakie jest, mając nadzieję, że czegoś je nauczyliśmy nie kazaniami, zakazami itp, ale swoim życiem i zachowaniem. Jak mogę wymagać od córki, żeby miała porządek w pokoju, skoro ja sama jestem niepoprawną bałaganiarą? To taki przykład. Ciesze się jednak, że po ojcu odziedziczyła również siłę przebicia, potrafi załatwić wszystko i wszędzie. Ja zawsze starałam się nie wyłazić przed szereg, ona zawsze wylezie i nawet sama poprowadzi ten tłum za sobą.

Ata Twoje wychowanie córki, porozumienie i relacje to sukces dany mądrym rodzicom.
Oby wielu było takich. Córkę masz fantastyczną i mądrą, życzę jej szczęścia w życiu.