poniedziałek, 28 listopada 2011

rozrywkowa niedziela

Wczoraj pojechaliśmy do Wrocławia. Mój mąż odmówił uczestnictwa w Targach Ślubnych, wskutek czego prawie 2 godziny pałętał się po okolicy, ja i Agata za to bawiłyśmy się doskonale. W końcu dziecko planuje zamążpójście :). Upatrzyłyśmy wzór kiecki, torty, męskie garnitury itp drobiazgi. Niestety, nie załapałyśmy się na pokaz mody nowoczesnej teściowej, ale potem śród ludzi szwendały się takie starsze panie w tęczowych tiulach i koronkach, to se pomyślałam, że może i dobrze, bo wstyd byłoby nabijać się z modelek.





 Po zwiedzeniu targów pojechaliśmy do Rynku na Jarmark bożonarodzeniowy. I powiem szczerze, była trochę rozczarowana, jakoś nie było czuć świątecznej atmosfery, ciepełko, śniegu brak, za to tłum ludzi. Straganów typowo bożonarodzeniowych jak na lekarstwo.




Więcej fotek

Jeszcze wizyta u Agaty w domu, stwierdzenie, że musi sobie żaluzje założyć i kurs na Bielany, po rzeczone żaluzje :). Przy okazji kazałam się wozić po supermarketach w poszukiwaniu makaronu na wagę w różnych formach na aniołki. Niestety, na wagę nie było, a nawet paczkowanych nie było odpowiednich wzorów. Wróciliśmy do domu po 19, padłam na nos, ale jestem z siebie dumna - pierwszy raz w życiu mam kozaki na kilkucentymetrowej koturnie, przechodziłam cały dzień i nogi mi nie odpadły, super.

środa, 23 listopada 2011

Świąteczne wspominki

Do napisania tego posta sprowokowała mnie Ori swoim candy. Foremki piernikowe wspaniałe, takich kształtów nie mam, więc się skuszę dołączyć do tysięcy zainteresowanych.
 http://www.skladrzeczy.pl/

Ori zażyczyła sobie opowieści świątecznej, a mi zaczęły po głowie latać różne wspomnienia.

     Kiedy byłam mała, Wigilie odbywały się u Babci. Dziadek też tam był, ale Babcia była najważniejszą osobą w rodzinie. Zbierało się nas ponad 20 osób, było ciasno, ale radośnie, nawet kolędy śpiewaliśmy. Nawet dzieci nie dostawały żadnych prezentów. Dziś już nie wiem, cz Mama z Ciotkami pomagały przygotowywać kolację, ale było pysznie, zapachy świątecznego ciasta, tony pierogów... Potem wracaliśmy do domu "przez miasto", Tato ciągnął mnie na sankach, i liczyliśmy choinki w oknach. W domu, na choince Tato ukrywał koperty z lewą kasą dla nas, nie były to duże sumy, ale ile radości sprawiały.
W domu pamiętam zapach pasty do podłogi, pamiętam ile zabawy mieliśmy z Tatem przy froterowaniu linoleum, by się pięknie błyszczało. Mieliśmy froterkę - ciężki kawał chyba żelaza na kiju, ja siadałam na tym i Tato woził mnie po całym domu. Na szczęście siostra, starsza ode mnie o 6 lat nie chciała w tym uczestniczyć :).
   Kiedy miałam 15 lat babcia zmarła i Wigilie przeniosły się do nas. W międzyczasie jedna siostra Mamy wyjechała do Wrocławia i odpadło od stołu 6 osób. Wigilie nie miały już tego klimatu.
Było za to czasami śmiesznie. Jednego roku, tuż przed przyjściem gości Tato, wykapany, w odświętnym ubraniu poszedł wyrzucić popiół z pieca. A trzeba Wam wiedzieć, że mieszkam na 1 pietrze starej kamienicy, schody mamy drewniane i lekko zakręcone. Te schody przed każdymi świętami były pastowane i robiliśmy zakłady, kto zleci :). Tego roku padło na Tatę z popiołem. Pośliznął się na 1 stopniu, zatrzymał pod drzwiami sąsiadów. Sąsiadka wyleciała, my stanęłyśmy na górze i ... zaczęłyśmy się śmiać, bowiem Tato wiadra podniósł nad głowę, zamiast je wypuścić. Kolacja trochę się opóźniła, a Tato przez dwa tygodnie leczył potłuczone kości.
   Teraz jest inaczej, ale o tym następnym razem.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Boże Narodzenie za chwilę














Dziś wreszcie skończyłam pierwszą porcję kartek. Oczywiście nie wszystkie mi się podobają, ale w większości jestem zadowolona z efektu.

niedziela, 20 listopada 2011

Wełniasto

Ostatnio próbuję podciągnąć swoje umiejetności robienia na drutach. Oto efekty
Uczyłam się robić kwiatki

Agata w szyjogrzeju, kiepskie zdjecie

Szyjogrzej robi także za komin

Mitenka

I opaska
Do mistrzostwa jest mi jeszcze daleko, ale robię postępy. Teraz wracam do robótek świątecznych.

czwartek, 3 listopada 2011

Chwalę się

Dzisiaj dostałam nagrodę za udział w konkursie organizowanym przez Fundacje Orange. Od jakiegos czasu prowadzę służbowego bloga mojej biblioteki. Fundacja Orange prowadzi taki program pod hasłem e wykluczeni dla bibliotek. Organizują różne konkursy i możliwości dofinansowania. No i ogłosili dwa konkursy, jeden dla biblioteki drugi dla internautów. Dla biblioteki niestety nie wygrałam nagrody, ale wzięłam udział w konkursie dla internautów. Napisałam na służbowym blogu tekst na temat"Biblioteka i Internet" czy jakoś tak. I zostałam wyróżniona. Dostałam czytnik e-booków. Właśnie go przetestowałam i uważam, ze to fajna zabawka.
Produkcja kartkowa, nie wykończona, bo nie mam napisów

jeszcze jedna

moja nowa zabawka


wtorek, 25 października 2011

Candy

Prawie nigdy nie biorę udziału w cukieraskach, bo nigdy nic nie wygrywam. Ale te cudne kolczyki i bransoletka po prostu na mnie czekają i mówią do mnie "jesteśmy twoje, jesteśmy twoje..."
http://minimysz.blogspot.com/2011/10/szybkie-rozdawnictwo.html

niedziela, 16 października 2011

Kolejna niedziela

Czas płynie bardzo szybko, robótkowo coś tam dłubię, ale do końca daleko to nie ma co pokazywać.  Uczyłam się filcowania na sucho, powstały kolczyki i korale dla Agaty, bo miała urodziny.



Zastanawiam się, czy zostawić jak jest, czy zrobić jeden łańcuszek z większą ilością kulek?

Zabawa z cyklu "Gdzie śpi Zuzia?"

I bardzo rzadki widok - Zuzia i Szogun  na jednym fotelu. Tym razem pragnienie słońca zwyciężyło.
W poprzednim poście pisałam ,że może będę miała nowego kota. Na razie nic z tego. Maluszek poszedł sobie i przepadł. Trochę mi głupio, bo bałam się wziąć go w tygodniu, żeby po powrocie z pracy nie zastać niespodzianki w rodzaju zasikanej pościeli.

środa, 5 października 2011

Jednak mam kota?

Albo będę miała :). Kiedy zginęła Lola zarzekałam się, że żadnego kota nie wezmę, bo dopiero teraz Zuzia odetchnęła. Zuzia nie lubi innych kotów i na każdego w odległości bliżej metra warczy i prycha. No to nie chciałam kota. Mogłam sobie miziać Berbecia na schodach i już. Berbeć nie jest zagłodzony, dorosły to sobie poradzi, spać może na schodach, nawet drapak po Loli mu ustawiliśmy :). Berbeć przyprowadził kolegę na śniadanko, ale tylko raz czy dwa. No i spokój. Do domu wprawdzie wlazł i chyba mu się podobało, ale raczej nie chciałam go na zawsze.

Ale wczoraj mąż znalazł koło samochodu maleństwo, bure, smutne i zagłodzone. Wszystkie kości można wyczuć. Na razie mieszka na schodach, dokarmiam go, ale prawdopodobnie wezmę go do domu, trzeba go odkarmić , wychuchać itp.




to jest Berbeć, a raczej Barbi, bo to dziewczynka

mizianki z Mirkiem

tutaj sprawdzam, jak to jest spać na ludzkim łóżku



podoba mu się

Mirkowi się też podoba


Parę kartek powstało





Jeszcze robię na drutach sweter, ale nie ma jeszcze co pokazywać


(dopisek 8 października)
Niestety, jednak nie będę miała kotka. Maluszek po dwóch dniach spędzonych w kocim hamaku na schodach poszedł sobie i już nie wrócił. Mam trochę wyrzuty sumienia, bo nie miałam czasu nim się zająć i bałam się od razu wziąć go do domu, bo nie chciałam po powrocie z pracy zastać niespodzianki w rodzaju zasikanej pościeli.