piątek, 24 czerwca 2011

poniedziałek, 20 czerwca 2011

niedziela, 19 czerwca 2011

Optymistycznie troszkę

W piątek moja córka obroniła pracę licencjacką, tym samym kończąc pierwszy etap dorosłej edukacji.

niedziela, 12 czerwca 2011

decoupage i nie tylko

Zniechęcona wyszywaniem wzięłam się za decoupage.
Z dwojaków nie jestem zadowolona, bo wg m,nie wyszły za ciemne, chciałam jasny beż a wyszło ciemnokakaowo. Nie ten odcień, ale Agacie się podoba. Chyba dokleję jeszcze kwiatków na te trójkąty, bo nie widać.
Kwadratowe podstawki pod szklanki za to bardzo mi się podobają, może spróbuję je sprzedać :), bo mi się kasa na zabawki skończyła.










I jeszcze miałam zrobić fotkę kwiatków, które dostaliśmy w sobotę od Agaty. Mieliśmy 23 rocznicę ślubu i świętowaliśmy hucznie na działce, grillując od 13 godziny. Rodzinka była i było bardzo wesoło :). Ja wszystko pamiętam :) i czuję się super. Pochytrzyłam się na piwko i po wypiciu połowy puszki dostałam takiego bólu głowy, że na samą myśl o łyku alkoholu robiło mi się słabo. Tabletki pomogły i dobrze bawiłam się bez alkoholu. Mój biedny mąż musiał iść dzisiaj na 6 do pracy:)

środa, 8 czerwca 2011

Jestem wkurzona, ale miło też było

No więc (wiem, że nie zaczyna się zdania od "no wiec", ale nic mnie to nie obchodzi) w którymś tam poście pisałam, że wyszywam żółwia. Szło mi jak po grudzie, ale dzisiaj skończyłam. I próbowałam drania wygotować, brudny był strasznie i miał kratki porysowane flamastrem. Przed narysowaniem kratek przetestowałam pisaka na kawałku kanwy, spierał się rewelacyjnie. Niestety, widocznie na świeżo to się spierał, ale teraz nie chce. Nie pomogło dwukrotne gotowanie, nie pomógł zmywacz do paznokci ani woda kolońska męża. Jestem załamana, mam ochotę wywalić go do śmieci. Wprawdzie dziecko powiedziało, że mogę uszyć podusie dla niej, bo jej nie przeszkadzają kratki, ale nie taki był plan :(. Jutro kupie spirytus salicylowy, dam łobuzowi ostatnia szansę. Inaczej będę musiała wyszyć tło, czego nienawidzę robić.



No, poskarżyłam się to teraz mogę przejść do miłych rzeczy. W sobotę spotkałyśmy się we Wrocławiu na babskich plotach i chwaleniu się swoimi pracami. Nie szyjemy na takich spotkaniach, bo to robimy w domach, a gadanie przynosi nam wiele radości. A, przepraszam, Jola prezentowała umiejętności frywolitkowe, śmiga kobitka na czółenku, aż miło. Prace Grażynki powaliły mnie na kolanach, innych babeczek też. Z wrażenia zapomniałam pooglądać patchworki przywiezione przez Gosię. Czas miło płynął, ale rodzina wzywała, wolą rozrywać się w moim towarzystwie :).
A rozrywaliśmy się całkiem smacznie. Na wrocławskim rynku królowały smaki Europy. Kuchnie z trzydziestu europejskich krajów. Popróbowaliśmy zaledwie kilku, ale było pyszne wszystko. Pewnie skusilibyśmy się na jeszcze parę dań, ale było strasznie gorąco, a potrawy były wszystkie na ciepło. No niezupełnie, próbowaliśmy czeskich lodów piwnych, dziwne wrażenie, troszkę za słodkie, ale o wyraźnym smaku piwa.
Niestety, GAPA MIESIĄCA czyli ja, zapomniała aparatu. Co chyba zdarzyło mi się po raz pierwszy.