sobota, 30 lipca 2011

patchwork



To komplecik na zamówienie.

wtorek, 19 lipca 2011

Hurtowa produkcja

Mam urlop, więc hurtowo produkuję kartki.

















niedziela, 17 lipca 2011

Licencjatka?

No właśnie,po studiach magisterskich jest magister, a po licencjacie????????
Jak zwał, tak zwał. Aga dzisiaj odbierała dyplom.:)






sobota, 16 lipca 2011

Maraton Poznański

Wczoraj pojechaliśmy do Poznania. Bagatelka, 250 km w jedną stronę. Okazało się, że właściwie niepotrzebnie, bo osoba, z którą miała Agata rozmawiać była nieobecna, a osoba ją zastępująca nie wiedziała, o co chodzi. Można to było załatwić telefonicznie, albo z byle kim we Wrocławiu. No, ale przynajmniej mieliśmy wycieczkę.


Przecudne kamieniczki na Rynku


Aga z Tomaszem


Makieta rynku, dostosowana dla niewidomych

Mój kochany mężuś nigdy nie zrobi normalnej miny do zdjęcia, chyba by umarł :)

Studnia


No i słynne koziołki, na które czekaliśmy 1,5 godziny

Ogólnie rynek poznański jest prześliczny,zadbane kamieniczki, posągi, ale nie ma klimatu. Nie ma śpiewających czy wystawiających swoje prace artystów, jakoś nie było rzeczy, która zachęciłaby nas do dłuższego pozostania na Rynku. Nawet zjeść nie bardzo było co, same restauracje z cenami restauracyjnymi, nie dla biednych turystów.  Zdecydowanie wolę wrocławski rynek.

piątek, 8 lipca 2011

Wymęczona

Jak mi jeszcze raz ukradnie to co napisałam to nie ręczę za siebie...

Jeśli prawdą jest, że im więcej kłopotów tym lepszy efekt, to moja poduszka powinna powalać na kolana.
Wersja ostateczna

Mój dzielny pomocnik

Niestety, chyba tak nie jest, chwilowo nie mogę na nią patrzeć, więc się nie przyglądam. :).
Podczas szycia udało mi się popsuć dwie maszyny elektryczne oraz jednego przedwojennego Singera.
Jedna maszyna - stary Łucznik- zaczęła pętelkować i nijak nie mogłam tego uregulować. Na drugiej złamałam 6 igieł na 20 cm kawałku. Kawałek uszyłam "maszyną ręcznie". Prułam chyba z 10 razy. Raz wydawało mi się, że jest ok, to obcięłam zbędny materiał, okazało się, że jednak nie jest ok, ale nie mogłam spruć, bo byłaby dziura. Wreszcie odgrzebałam starego Singera, który służy jako stolik pod kwiatka. Odkurzyłam toto, zakładałam nitkę z 10 minut, bo nie wiedziałam jak. (A wcześniej odgrzebałam też przedwojenna Vestę, ale tam nie umiałam założyć nitki na bębenek, jakiś dziwny jest). No i uszyłam na Singerze. W trakcie szycia odpadła mi osłona maszyny pod stolikiem (ja mam taką chowaną w stolik), musiałam kolanem trzymać, żeby można było szyć.

czwartek, 7 lipca 2011

Wakacje

Na razie koniec wspomnień, pora na aktualności. Rozpoczęły się zajęcia wakacyjne. Planów mamy mnóstwo. W lipcu dzieciaki, a raczej młodzieżaki mogą bawić się w zdobienie masek gipsowych, spróbować swoich sił w tworzeniu biżuterii sutaszowej. Mogą także poscrapować, czyli robić kartki do albumu ze zdjęciami. W sierpniu królować będzie zwykła biżuteria i decoupage. Pomysłów mamy dużo, byleby tylko uczestnicy dopisali :).
I kilka fotek z tego, co się dzieje.
odlewy

projekt i realizacja

efekt

Kolejna maska


Gra w monopol też jest fajna
Pierwszy sutaszowy wisiorek
Zapraszamy, w bibliotece może być fajnie



No i psikus, nie zauważyłam ,że otworzył mi się blog prywatny, a nie biblioteczny i wstawiłam posta nie tu gdzie trzeba i nie umiem go usunąć :). Gapa do potęgi entej.
Tak więc dzisiaj post będzie biblioteczny. 

środa, 6 lipca 2011

Szoguś po kąpieli

Szoguś po kąpieli

Moja krew 2

Aga informuje mnie - 15 jadę do Poznania, jedziesz ze mną. Na 9,30 muszę tam być.
Ja - O matko, to trzeba o 4 wstać.
Ona na to - Mamo, masz urlop, trochę spontaniczności...

wtorek, 5 lipca 2011

Zapraszam

Moja krew

Zacznijmy od tego, że Agata mieszka we Wrocławiu w wynajętym mieszkaniu, które jest mówiąc delikatnie lekko zaniedbane i urządzone kompletnie niepraktycznie. Łazienka 1,2x1,20 nie daje miejsca do popisu. Problem polega na tym, ze ściany są tylko pomalowane farbą wodoodporną, co oznacza, że biorąc prysznic ryzykują, ze odpadnie im pół tynku ze ściany. Kuchnia o całkowitej powierzchni podłogi 3,5 m2 pokryta jest wykładzina pamiętającą czasy Gierka :). Ale jest tanio i lokalizacja super. Zdecydowali więc, ze będą tam mieszkać. Pani pozwoliła troszkę odremontować (pod warunkiem ,że nie ona będzie płacić). I kupić nową lodówkę, bo tamta nie mrozi, a czasem grzeje :).
Materiały do remontu właściwie mamy w domu, trzeba tylko dokupić panele.
Wczoraj byliśmy we Wrocławiu, więc pojechaliśmy z Młodymi po lodówkę. Upatrzona w promocji. Po 16 przebijaliśmy się od Rynku do Factory. Tylko po to, by bardzo nieuprzejmy pan poinformował nas, że oni tej lodówki nie mają. Całej scenki opisywać nie będę, pozostaje tylko panu cieszyć się, że Agata nie była akurat jako tajemniczy klient, bo pewnie by premii nie dostał przez najbliższe pół roku. No to zadzwoniliśmy do drugiego sklepu tej sieci, czy jest i zarezerwowaliśmy. I znów upojna jazda przez pół Wrocławia.
Po kupieniu sprzętu moje dziecko stwierdziło, że "pojedziemy kupić panele i się dzisiaj położy, żeby jak jutro przywiozą lodówkę od razy wstawić ją na nową podłogę, bo ustawienie jest w cenie dowózki, a bez tego nie dowożą".
Była 19 godzina. Mówię więc, że to raczej za późno i palnęłam coś o zwariowanym dziecku. Na to moja latorośl, z kamienną twarzą, stwierdziła, że to dlatego, że jest z naszej rodziny, znaczy po rodzicach to ma.
Na szczęście rozsądek zwyciężył. I to ,że sprzęt pomocniczy w Ząbkowicach został :).

sobota, 2 lipca 2011

Urlop czas zacząć

Nie jedziemy w tym roku nigdzie, ale i będąc w domu można się rozrywać. Zaczęliśmy wczoraj. W naszym mieście gościły przepiękne rolsy i bentleje. Uwielbiam stare samochody, więc nie mogło mnie zabraknąć na tej imprezie. Galeria






Dzisiaj pojechaliśmy do Otmuchowa na Lato Kwiatów. Nacieszyłam oczy, kupiłam sobie do posadzenia coś tam (za malutkie pieniądze:) ). Jestem jednak troszkę rozczarowana. W Książu Święto Kwiatów nastawione jest na wystawy, tutaj pokazano niewiele, za to można było wydać fortunę. Ja chciałam się pogapić, bo ogrodniczka ze mnie marna. fotki









Żeby nie było, że jeżdżę po okolicy a swojego nie dostrzegam pojechaliśmy jeszcze do Złotego Stoku na Jarmark Ząbkowicki. Tutaj niestety totalna porażka. Stoisk z rękodziełem chyba trzy, innych kilka, za to ogromny namiot z jedzonkiem. Tyle, że nie było komu jeść, bo odwiedzających niewielu. Cyknęłam fotki ciekawostek i wróciliśmy do domku. Zimno strasznie jest, w domu cieplej :).





Na koniec fotka mojej ostatniej poduszki. Niestety, hafcik troszkę spie... więc zostanie dla Agaty, nie pójdzie do ludzi, choć taki miałam zamiar. Nic straconego, front szyciowy przygotowany, będę szyć następne, w końcu urlop mam.

Fotki trochę nie teges, ale robione w nocy telefonem.