czwartek, 25 lutego 2016

Religia w moim zyciu

Nie będę nikomu wmawiać, że jestem osoba wierzącą. Należę do tych osób, które mało co przyjmują na wiarę, muszę pomacać, powąchać. Wynika to chyba z wychowania, nikt mnie nigdy do kościoła nie ganiał i modlić się nie uczył. Zostałam jednak wychowana w tradycjach chrześcijańskich, gdzie takie rzeczy, jak chrzest i kolejne sakramenty były oczywiste. Święta obchodziliśmy, jak wszyscy katolicy i tak jest do dzisiaj.
Patrząc dzisiaj, co wyrabia się w Kościele, jako instytucji, nie dziwię się, że młodzi odchodzą od wiary, nikt nie lubi, kiedy się go do czegoś zmusza, a tym jest dla mnie religia w szkole.
Myśmy chodzili na religię do salki katechetycznej i chodzili wszyscy, nie dlatego, że kazali, ale dlatego, że chcieliśmy.
Ze mną było trochę śmiesznie, bo moi Rodzice jakoś nie pomyśleli, żeby mnie zapisać na religię w pierwszej klasie. A w drugiej, gdzieś na wiosnę koleżanki mnie się pytają, dlaczego ja nie chodzę na religię? bo przecież do komunii wszyscy idą. No to poszłam do Mamy - dlaczego ja nie chodzę na religię, koleżanki idą do komunii, ja też chcę...
Mama się lekko zdziwiła - No tak, powinnaś iść też. Ale nie miała czasu iść ze mną do księdza :).
No to poszłam sama, ksiądz kazał tylko kartkę od Rodziców przynieść. No to przyniosłam i chodziłam ze wszystkimi.
I poszłam do komunii.



Sukienkę szyła mi Babcia, byłam strasznie dumna, bo dół miał więcej niż koło. I te kilometry bawełnianej koronki, którą Babcia przyszywała.
I chodziłam na religię, bo nikt mnie nie straszył piekłem, tylko uczyli o dobroci i miłości. Tak to przynajmniej zapamiętałam.
W szkole średniej chodziłyśmy z ochota, bo w ogólniaku same prawie dziewczyny były, a religię miałyśmy z techniku, tam same chłopaki... Było z kim pogadać i na kim oko zawiesić :)

I w tradycjach chrześcijańskich wychowałam córkę i ona teraz tak wychowuje swojego syna.

Wspomnę jeszcze, że Rodzice uczyli mnie żyć zgodnie z katechizmem, ale nie strasząc piekłem i nie łudząc nadzieją na sprawiedliwość na innym świecie. Wpoili mi przekonanie, że trzeba być dobrym i uczciwym, żeby nie było nam wstyd stojąc przed lustrem. Zostałam też wychowana w szacunku dla innych religii, i w tolerancji dla wszelkiej inności. Znam ludzi, którzy co niedziela latają do kościoła, a poza nim to źli i wredni ludzie. I ja mam nadzieję, że Bóg, jeśli przyjdzie mi stanąć przed Jego obliczem weźmie pod uwagę całokształt, nie tylko modlitwy.

poniedziałek, 22 lutego 2016

I poszłam do szkoły

W przedszkolu było fajnie, ale wiadomo, człowiek dorasta i idzie do szkoły.klasa I, wychowawczyni Pani Teresa Zalejska


W drugiej klasie przeniesiono mnie do klasy "b", bo ta miała lekcje na rano. Wychowawczynią była Pani Stenia Jagielnicka.

I tu zawiązały się moje przyjaźnie na długie lata. Ewka, Bożena, dwie Beaty i ja to była klasowa paczka, grupa do wszystkiego. Oczywiście dopuszczałyśmy też innych, ale generalnie trzymałyśmy się razem, również po lekcjach.
Wiadomo, wtedy należenie do zuchów czy harcerzy było obowiązkiem, każda klasa tworzyła drużynę.

To fotka z zabawy? albo ślubowania? Nie pamiętam. Wiem tylko, że całymi dniami przygotowywaliśmy się do przedstawienia o Janosiku, bo nasza drużyna zuchowa nazywała się "Janosikowa Drużyna". Piosenkę, którą śpiewałam do dzisiaj pamiętam. Na zdjęciu Isia - drużynowa, kim był ten chłopak nie pamiętam, chociaż pamiętam, że był fajny :). No i Ewa i ja.

Na dzisiaj byłoby tyle :)

czwartek, 18 lutego 2016

ocalić od zapomnienia

Mój blog umarł, w sensie robótkowym umarł. Łatwiej jest wrzucić czasem coś na facebooka, niż dorabiać historię do jednej czy dwóch prac na blogu. Zresztą ostatnio przezywam okres zniechęcenia totalnego. Zaczynam coś robić, nie wychodzi mi, odkładam... a jak wyjdzie to mi się nie podoba efekt... do kitu. Widać, problemy codziennego dnia odbierają wenę i chęci.
Pod wpływem grupy facebookowej zaczęłam przeglądać stare zdjęcia i uświadomiłam sobie, że tak wiele rzeczy umyka, niektórych nie jestem w stanie odtworzyć. Stąd pomysł, żeby na tym blogu coś po sobie zostawić, szumnie nazwijmy to moją historią. Nie obejdzie się bez odsyłaczy i wątków obocznych, ale mam nadzieję, że ktoś tu czasem zajrzy.

No więc, zaczynamy.

Urodziłam się, nie da się ukryć dość dawno. Moje pierwsze wspomnienie to pokój z wielkim tapczanem pod oknem, obok tapczanu duża trzydrzwiowa szafa. Wtedy mieszkaliśmy na Głowackiego, więc byłam całkiem mała. I jeszcze łąki za domem, tam, gdzie teraz są bloki na Strzelińskiej. Nie wiem, z kim tam chodziłam, bo nie sądzę, żeby 6 lat starsza siostra ciągała ze sobą czterolatkę.
I przeprowadzka... pamiętam, że siostra przyszła po mnie do Babci i szłyśmy już na nowe mieszkanie, a ja strasznie płakałam, bo chciałam do starego. Miałam 5 lat. Poza mną nikt tego nie pamięta :).
z Tatem


Potem poszłam do przedszkola, we wspomnieniach widzę Panią Gienię i Panią Hanię. Z kolegów pamiętam jednego, który posiadał umiejętność chodzenia na rękach, strasznie mu tego zazdrościłam


I wreszcie poszłam do szkoły...
ale o tym następnym razem.