wtorek, 9 listopada 2010

Jestem

No więc jestem, żyję. Nie odzywałam się dawno, bo życie pędzi w takim tempie, że nie nadążam.
Chciałam zameldować, że robótkowo jestem do przodu - kartki świąteczne powstają w ilościach hurtowych, wyszywanka na kartkę, też powoli rośnie, a co najważniejsze Choinkowemu salowi też przybywa krzyżyków. Obfotografowanie tego wszystkiego to zadanie na wolny wieczór, a tego na razie nie mam :).

Obiecuję, że niedługo :).

Tymczasem przypomniały mi się perypetie siostry z przesyłką kurierską zamówiona przez nią 19 września.
Miała przyjść paczka z firmy. 20 września dzwoni kurier - jestem pod domem, czy ktoś jest?
Oczywiście nikogo nie było, bo ludzie pracujący są :). -Jeśli pan może, to proszę zostawić u sąsiadki - drzwi obok. Mogę - rzekł kurier.
Siostra wróciła z pracy, u sąsiadki paczki nie ma.
Zadzwoniła do firmy kurierskiej - potrzebny numer przesyłki. No to zadzwoniła do firmy, która paczkę wysyłała. Oni w systemie nie mają zaznaczone, że wysłali i numeru przesyłki nie mają, upierają się, że nic nie wysłali i proszą o cierpliwość, że im zeszło. Nikt nic nie wie, paczki nie ma.
Minęło półtora miesiąca. Dzwoni telefon - Biuro Rzeczy Znalezionych w Warszawie.
Pan kurier zostawił paczkę na tej samej ulicy, pod numerem 11 u sąsiadki. Tyle, że w Warszawie. Bagatela 400 km od Ząbkowic. Nawet nazwa miasta nie jest podobna. :0.
Sąsiadka zorientowała się, że paczka to nie dla sąsiadów i nie chcąc narażać się na koszty - telefon i wysyłka, zaniosła paczkę do biura rzeczy znalezionych. Obiecali, że paczkę prześlą siostrze. Pocztą Polską :).
a firma, która wysłała twierdzi, że nie wysłała. Pewnie wyślą drugą :).

4 komentarze:

agajaw pisze...

ja też mam perypetie z pocztą .

Kankanka pisze...

łał, toż to cała historia~!

Aneladgam pisze...

Aż ciężko uwierzyć w takie akcje :/

alexls pisze...

Z tym brakiem czasu to jakas epimdemia tej jesieni;)
Pozdrawiam serdecznie!