poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Posobotnie refleksje

Na blogu Anek w komentarzach rozgorzała dyskusja na temat przeżywanie lub nie sobotniej tragedii.
Przyznam, że trochę mnie to śmieszy, choć i ja zabrałam w niej głos.
Cały cyrk medialny stworzony wokół doprowadza mnie do szału. Rozumiem w sobotę studio non stop, bo ciągle pojawiały się nowe informacje. Ale wczoraj? Osoby w studiu przepytywane "co pan czuł? itp". Ludzie kochani - ile można rozgrzebywać ludzką tragedię? Ciągle te same zdjęcia, filmy powtarzane w kółko. Prezydent uśmiechnięty itp, a przecież nigdy go takim nie pokazywano.
Jak bardzo śmierć zmienia punkt widzenia.
Jako człowieka Prezydenta nie znałam, jako Prezydenta ..., no powiedzmy, że to nie był "mój" Prezydent (podobnie jak Kankanki).
Szok budzi ilość ofiar.Zginęło wielu porządnych ludzi, bez względu na wyznania i poglądy polityczne. Ale ja teraz bardziej myślę "co dalej". Jak będzie wyglądała kampania wyborcza? Czy my Polacy, jako naród potrafimy wyciągnąć wnioski?
Jakiś europoseł w telewizji mówił o sposobach pracy europarlamentu - tam przeciwnicy polityczni szukają kompromisu, u nas walczą ile sił.
Może czas zakopać topory wojenne i przystąpić do negocjacji?
Tego nam w obliczu tragedii życzę.


I to wcale nie oznacza, że nie czuję smutku i żałoby, ale zastanawiam się, kto z tego tłumu przed pałacem prezydenckim naprawdę czuje żałobę, a kto przyszedł, żeby się pogapić.
I jeszcze to, co napisałam w komentarzu do postu Anek - wśród tłumów zgromadzonych na trasie przejazdu trumny ze zwłokami Prezydenta jakoś trudno było zauważyć pochylone w żalu głowy. Wszyscy cykali fotki.

9 komentarzy:

Spełnionych marzeń świat mój:) pisze...

Tak, takim wydarzeniom, zawsze towarzyszy tak wiele emocji, przemyśleń, reakcji, to również nie był "mój" prezydent, ale był człowiekiem, miał rodzinę, jak i pozostałe ofiary tej tragedii, niewyobrażalny smutek w sercach rodzin, ogromnie współczuje.

Anek73 pisze...

Bardzo Ci dziękuję :)

http://anek73.blox.pl

demonka pisze...

cieszę się ,że w końcu ktoś napisała to, co ja czuję od soboty...trzeba mieć dużo odwagi,ja może i ją posiadam,ale jakoś ciężko było mi to ubrać w słowa...dziękuję Ci za to,za słowa,z którymi w pełni się identyfikuję...pozdrawiam......demonka.......

Aploch pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Kankanka pisze...

Polacy lubią akcje.
Ale jest wielu, którzy szczerze przeżywają i mają prawo.
Po śmierci JP II też mieliśmy być inni....
Czy jesteśmy?

blog niedzielny pisze...

ja niestety tez nie naleze do tych co sie przesadnie nad tym roztrzasali,nie umieszczalam niczego rowniez na swoim blogu,bo czasami lepiej nic nie mowic jak wylaniac sie z hipokryzja,wydarzenie z pewnoscia tragiczne,smutne i wstrzasajace,mowi o tym caly swiat,ale czy to znaczy ze mamy wylewac kokodyle lzy albo nagle kochac prezydenta za ktorym sie nie bylo,nikomu przeciez smierci sie tak naprawde nie zyczy,ale ludzie maja skolonnosc do przesady i nic sie nie da zrobic

Aploch pisze...

Irenko, dziękuję Ci za te słowa. Nie miałam dość odwagi aby je napisać. Ani nawet odwagi aby znajomym powiedzieć w oczy że powinni się wstydzić za wypowiadane słowa "pojechałam na Krakowskie Przedmieście zobaczyć jak to wygląda". To nie ma nic wspólnego z żalem i bólem.
Ból i żal to intymność. To emocje tak prywatne i własne że jeśli wynosi się je na ulicę to już nie mają nic wspólnego z własnymi emocjami ale demonstracją siebie.

Wczoraj o 12 (dwie minuty ciszy) ulice ruszały się od "zbolałych" obywateli, którzy prowadzili auta. Stałam w zatoczce, na Mokotowie, więc widziałam. A ryk syren zagłuszał przez minutę ryk rozlegającej się z jednego z samochodów muzyki "umc-umc" wydobywającej się przez otwarte na przestrzał okna.... Samochód ruszył z piskiem opon jak tylko zapaliło się zielone.
Nie komentuję już nic więcej. Żal mi Pani Prezydentowej bo była świetną, ciepłą Kobietką.

To powtórka komentarza z 12.04 (popełniłam błąd w poprzednim komentarzu)

Kinia pisze...

Widzisz Irenko, w pełni się z Tobą zgadzam...u siebie zamieściłam wstążke, ale nie dlatego, że nagle mi żal prezydenta, żal mi było poprostu ludzi, którzy zginęli w tak tragiczny sposób, straszną śmiercią, a chyba jeszcze bardziej ich rodzin, malutkich dzieci...
Prezydent też nie był "moim" i zdania nie zmienię, tylko dlatego, że zginął.
Jest jednak różnica między wypowiedzią Twoją a Anek w tonie wypowiedzi, piszesz o swoich spostrzeżeniach, przemyśleniach, obserwacjach, a nie negujesz zachowań innych, oskarżając ich o nieszczerość...
Jestem święcie przekonana, ze gdyby u niej wypowiedź pojawiła sie w podobnym tonie jak u Ciebie, nikt by na nią nie naskoczył, ba wiele, bardzo wiele osób przyznało by jej rację.
Spotkałam się z opiniami, że w telewizji to samo, w radio smęty...nikt przecież nie każe nam oglądać czy słuchac...ja włączam płytę, czy jaką inną stację w telewizji...ale wiem, że są ludzie, którzy (może) tego potrzebują i według mnie nikt nie powinien im tego wytykać.
Każdy przeżywa na swój sposób i ma do tego prawo.

Chranna pisze...

Pani Ireno. Zareagowałam dlatego, że Pani Ania użyła mocnych i niestosownych słów stawiając znak równości: wstążeczka = się głupota, dziecinada, hipokryzja. Tak po prostu nie można. Ci, którzy zginęli w katastrofie, byli osobami publicznymi i żal po nich okazywany jest publicznie. To zupełnie zrozumiałe i zawsze obecne na przestrzeni dziejów. I całe szczęście, że nie chowamy się w swoich czterech ścianach przeżywając żal. Kiedy coś nas przerasta, szukamy drugiego człowieka, który współodczuwa jak my, dlatego wychodzimy do ludzi, chcąc się zjednoczyć. Z punktu widzenia psychologii to najzupełniej normalne. Może właśnie te tłumy na ulicy, to, że nie pozostaliśmy w domach, a także media sprawią, że coś zmieni się w postrzeganiu przez świat naszej narodowej historii i naszego Narodu. Historia pokaże. Spójrzmy na ludzi z większą miłością i oceniajmy ich mniej surowo.